wystarczy wystrzępiony brzeg
by rozciąć mi skórę
twoje spojrzenie bywa mi szpilką
która niepostrzeżenie wbija się pod powiekę
twój dotyk bywa mi pięścią
która niespodziewanie zaciska się
i uderza w zaskoczony miękki brzuch
i jak tu nie skulić się z bólu
mówisz
patrzysz
i dotykasz
a ja słucham
odwzajemniam spojrzenia
i przyjmuję na siebie Twój dotyk
przestraszona
wypatruję kolejnej fali bólu
mięśnie nie potrafią się uspokoić
zastygają w czekaniu
na cios, raz, uderzenie
masz kieszeń pełną żyletek
i z całych sił
próbujesz mnie nie pokaleczyć
proszę, bardzo się staraj
i znów dostało mi się po dupie
bo myślałam, że wszystko jakoś samo się poukłada
chwile szczęścia
pustka w portfelu
w garnku
w głowie
dorosłość przeraża
przerasta
siłuję się z nią
z dumnie podniesioną głową
tak,
znów dostało mi się po dupie
bo oddaję się ludziom i sprawom
z łatwością wyuzdanej dziwki
a trzeba mi się zaszyć
zamknąć
schować
i nie wpuszczać nikogo
no co Ty
życie rodem z bajki
byłoby zbyt proste
telefon milczy
nie mogę pozbyć się uczucia zawodu
lężę na łóżku
i wmawiam sobie
że nie jestem krok od samotności
wszystkie przyjemności
które sobie daję
są wciąż o krok od wyrafinowania
dni znów są niepełne
i boli mnie utrata czasu
jest w tym poplątaniu z pomieszaniem
mały głód
cichy strach
odezwij się do mnie
a jeśli mnie nie chcesz
już nigdy mnie nie dotykaj
bo nienawidzę nadzeji
czy wiesz,
że można pragnąć aż tak?
nikt nigdy nie całował moich nadgarstków
jestem brakującym elementem
zabierz ten zły czas
złą zimę
chcę znów z szelmowskim uśmiechem
spadać co rano z łóżka
i chcę żeby moja czapka
flirciarsko spadała mi na lewe ucho
chcę robić balony z gumy malinowej
i śmiać się w twoją roześmianą twarz
telefon milczy tak wymownie.
dopadną nas
proszę, przytul mnie wtedy mocno
i przypomnij mi ten czas
ten strach
i te motyle skrzydła
głód
i niemoc snu
wszystko jest słodko gorzkie
złap mnie mocno za rękę
niech to nie kończy się proszę
wiesz, że chcę
tak bardzo chcę
i jestem Ciebie niepewna
jesteś tęsknotą
za niewinnością
za czymś bezpiecznym i czystym
dla Ciebie prostuję swoją moralność
pilnuję się
mocno
trzymam pion
nawet się nie upijam
jestem zmysłowością
której potrzebujesz
pewnością
której Ci brakuje
wiarą
w to, w co zwątpiłeś
chodzę na palcach
i bardzo nie chcę Cię zranić
ubierasz mnie we wstyd
i motywujesz mnie
i stawiam poprzeczkę wyżej
mam problem z doborem słów
wiem i nie wiem, czego szukasz
od kiedy nie jesteśmy dziećmi
coraz trudniej jest nam ufać
nie wiem, kiedy wybierać szczerość
a kiedy samozachowawczo udawać
wiem, że się boisz
ten świat zabija
ale skarbie
bez ryzyka nie ma zabawy
problemy mnie przytłaczają
już nie lubię radzić sobie sama
chyba chce mi się do ciepłych ramion
zaopiekujmy się sobą
chcę dać Ci to, co najlepsze
a jeśli Ty nie wyciągniesz po to ręki
to ja...
ucichnę
posmutnieję
bo noszę w sobie blizny
i wbrew pozorom
boję się próbować
- Styczeń - 2010

