- koronka
- pończochy
- papieros-cygaretka
- obcas-szpilka
- wachlarz rzęs
- czerwień ust
- tafla paznokcia
- morze spódnic
- szerokie biodra
- szarifowa łza nabrzmiała wzruszeniem
- pierścień na palcu
- jazz
- tango
- ambicja
- dziurki w uszach
- naiwność za rękę z wielką siłą
kobiecość....
Kwintesencją dobrego dnia jest wielka różowa wata cukrowa na śniadanie, filiżanka gorzkiej, słabej, czarnej herbaty, puszczanie pachnących baniek mydlanych, głaskanie mruczącego kotka, dwie godziny na huśtawce, seans z sugestywnym filmem, zaciekawione spojrzenie na nowy obraz, włoski obiad na mieście, kilka pachnących biblioteką kartek intrygującej książki, spacer w słońcu, kawiarniane życie z dobrym drinkiem i subtelnym aromatem papierosowym w tle, ulubiona piosenka na dzień dobry i dobranoc, 10 minut na facebooku, spryskanie najlepszymi perfumami, może teatr...albo muzeum...albo cyrk? I obowiązkowo jedno zdjęcie fontanny.
Powyższy tekst stanowi przepis na dobry dzień.
Już Cię nie kocham.
Nie zatańczymy w parku. Nie położysz mnie na łóżku. Nie nakarmisz mnie słodyczami. Skończone. Skończone już.
Myślisz, że nie umiałabym Cię zdradzić?
Zabawne, jak umiera miłość. Powoli i cicho, jak dziecko, które coś przeskrobało i chowa się za ciężką zasłoną przed surowymi rodzicami.
Nie zrozumiesz mojej wolności. Oboje nosimy klapki na oczach. Żyję w złotej klatce. Rozpieszczony, marudny ptaszek.
Okłamuję siebie, gwałcę siebie. Czasem tak trzeba. Muszę zachować pozory.
"Zmruż oczy. Wtedy zobaczysz, że wszystko stoi w miejscu, nic się nie zmienia. To tylko my lecimy dalej".
A kiedy będę dorosła, kupię sobie mieszkanie na poddaszu kamienicy w Lizbonie i bardzo starego chevroleta (takie amerykańskie zwierzę, które dużo pali). I będę cholernie szczęśliwa.
I kiedy będę dorosła, będę otwierać okiennice moich własnych okien i wdychać niespokojny, słodko-słony zapach miasta. Potykać się na wystających kamieniach i kląć, że mój chevrolet tyle pali.
Przytulę moją samotność, przyjrzę się życiu zniewolonych, pomyślę chwilę w ciszy, pogadam z gwiazdami o tym i owym.
Pójdę do teatru, zapalę drogą fajkę, czasem wskoczę w pończochy.
Będę czytać książki na balkonie, jeść dużo zup, będę mieć umięśnione nogi.
Będę tańczyć salsę, słuchać fado z płyt, pić brazylijskie drinki, patrzeć na jaszczurki...
I będę cholernie szczęśliwa. Będę cholernie szczęśliwa.
Słuchając Coldplay, grzejąc donie kubkiem pełnym po brzegi słabej, czarnej herbaty...
[przerwa na papierosa]
[czy kiedy papieros pozostawia niesmak w ustach, to znaczy, że wcale nie miałam ochoty na palenie?]
...rzucam się w wir wspomnień. Dotykam chwil w mojej głowie, męczona snami. Celebruję ulubione momenty. Kolekcjonuję przyjemności. Wracam do moich plaż. Dotyku palca na moich złotych żebrach rozgrzanych od słońca.Zjadam słoną sól Twoich pocałunków i czuję sól w kącikach moich oczu. Krew leje mi się ze stopy- to nic. Uwierzyłam w cuda. Tarzam się w cienkim prześcieradle tulona obcymi dłońmi. Klęczę w wannie. Jestem na dachu świata, raniąc kolana i plecy, cierpliwie i cicho wyczekuję wschodu słońca. Jestem bezpieczna. Szczupłe ramiona, ścięgna nóg.. wszystko jest już połączone. Upojeni. Zjednani. Patrzę w obce oczy i szukam w nich odrobiny siebie. A nocą w ciszy liżę każdą niszę brzucha, by nie zbudzić śpiących na tarasie.. Dotykam mocno i lekko, by zostawić ślad. Moja rozkosz mnie boli. Ziarenka piasku biegną we wnętrzu mojego ciała. Śpiewasz mi do ucha. Rozbieram się bez wstydu. Lężacy na tapczanie tańczą.Erotyka, misterium,posiłek, msza, nieskończona konstelacja piegów. Drżenie. Niemoc. Świadomość rozstania. Prawiezrozumienie.
Marzę o Tobie.
A kiedy będę duża napijemy się herbaty nad Sekwaną. Weźmiesz mnie za rękę,pójdziemy na długi spacer. Zjemy rogalika. Przywitamy się w hotelu. Dopasujemy wszystkie piegi. Będę łukiem. Będę plażą. Będę polami elizejskimi.
Marzę o Tobie.
- Wrzesień - 2008

